„Na dwa miesiące w turystycznym sezonie,
misiowa osada wędzi się przy portu ogonie.
Wędzą się w niej rybki, okonie i śledzie,
wsuwa je bez ości każdy, kto przyjedzie.
Ale zaraz u wejścia, tam gdzie dwa kominy,
wiszą sobie homary, co mają smutne miny.
Wiszą sobie i wiszą, moknąc i skrzypiąc na słonku,
no i nikt ich nie liże, bo mają z plastiku osłonkę.
Pilnują i patrzą kto wchodzi, kto zeżarł ile i czym się schłodził.
Kto gulgotał po angielsku i podduszał po duńsku,
kto skrzywił się widząc muchy pływające w wińsku.
Kto wypił za mało, kto nie wypił i prosto jedzie,
no i na kogo źle podziałały dwa nadmierne śledzie?
Ale najbardziej skrzypią, marszczą się i obłupują,
jak trzaski z wędzarni przerażliwie ciszę załamują…
Bo w wędzani w porcie, tam w ogonie osady,
w sezonie mordują homary… z Kanady!!!”

Serio serio, w sezonie przez 2 miesiące można u Misia, czyli w Listed, zjeść homary z Kandy. Albo USA czy gdzieś tam. Miś się przyzna, że on tak niezbyt chętnie. Niby misie mięsko jedzą, ale tylko ze szczęśliwych świnek, co się dobrze zabawiły w życiu… a te homary choć może i smaczne, to nie wyglądają na takie co się wybawiły…

Smutniaste takie są…

Dlatego Miś je odwiedza i się z nimi bawi w chowanego… znaczy Miś się chowa i idzie na obiad, a one go szukają!

Ale szczypczyki mają ogromniaste, co nie. Nazwałem je Franek i Kaligula – te przy wejściu, a te co wiszą razem to są Romek i Julka! Zboczeńce zakochane…

…a ten na znaku będzie Wisielnik!!!

Ciekawe tylko co one robią pomiędzy sezonami? Może jadą do plastikowego Bath czy tam innego BaraBara Hawaju?
