Pierożę się

„Jak ja się pierożę,

czasem aż te moje zorze,

co nade mna jaśnieją,

to aż się ze mnie śmieją.

Bo pierożę się sroże!

Aż mi z uszu puffa

taka dymna całkiem,

szarawa zawierucha.

No jak już nie mogę,

to się zwyczajnie pierożę…

Bo wkurzać się to za mało,

by oddać miało siły me ciało.

Siły, co we mnie nerwem szarpajo!!!

Bo czasem cholera nie starczy,

nie starczy i krucek i fuks!

Nawet zum tojfel snarczy,

że za wiele dla niego ten duch.

Szlag ręce dawno umył,

no i pokkers i fandens i satan…

więc się po prostu pierożę,

bo wtedy moc tkwi w mym roże!”

Też się czasem aż tak wkurzacie, że no piana cieknie? Ptaszydło to ma w tym miszczostwo i pięć doktoratów!

No czasem się zdarza…

… wtedy najlepiej skopać komuś konar! Znaczy po prostu w naturę dać drapaka! I zjeść Czerwonego Kapturka z Babcią na zasmażce!

Day 289 of teaching how to be a bear… Listen to the Bear! Other voices are just background noises

Dzień 289 uczenia jak misiem być… Słuchaj Misia! Inne głosy to ino szum tła!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.