O świętości…

„Nieświęci garnki lepią,

więc jak im aureolki

nie spadają do gliny pełnej

brzuchatej nieamforki?

Goły jak święty turecki,

znaczy się w dalekiej krainie,

po tym go rozpoznasz,

że nie gustuje w tkaninie?

A mam święty spokój,

gdy na kolankach pielgrzymka,

bo niski wtedy jestem

więc słowo się mnie nei ima?

Święta krowa zaś to,

co za dziwne ustrojstwo?

Czy doić ją mogą ino

skrzydlatych tabuny nieswojsko?

Brudny jak święta ziemia,

chociaż dla mnie brak różnicy,

brudny jest każdy piasek,

nawet w cmentarnej piaskownicy.

Oj święta cierpliwość,

by to wszystko poskładać,

wychodzi, że taki święty,

to ktoś, kto nie chce gadać!

A i każdy taki święty…

ma swoje… wykręty!!!”

Ja tam nie wiem, ale ta cała świętość mnie nie kręci chyba.

Za to diabelskość oj tak…

… przymilnie cieplutka jest i ma ogon! Znaczy rodzina?

Day 319 of teaching how to be a bear… Do not blame holidays for acting unholy.

Dzień 319 uczenia jak misiem być… Nie wiń świąt o nieświęte zachowania.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.