Kichaczu

„Zrobił mi się z Masława Kichaczu.

Serio kicha, aż pryska z rozpaczu.

Raz i dwa razy, a nawet naście.

Nie wiem co robić, chyba nie zasnę.

W końcu przestał, ale tylko na chwilę.

Smarka teraz, wkurza mnie na milę.

I nie wiem dlaczego, bo przecież się martwię.

Wiecie, o niego, czy coś go nie szarpie.

Może jest w nim, tam jakaś, bakcyla?

A może jednak, to ino epidemii chwila?

A może po prostu, te wiecie tam pyłki?

A może jednak uczulenia zmyłki?

Nie wiem, no nie wiem, ale się martwię.

A przez to jeść nie mogę, straszny zacier.

Kicha i kicha, no wiecie Kichaczu.

Może go wynająć, do cyrku za coś?

Może da się na tym, no jakoś zarobić?

Żem taki nieczuły?

Przecież nie każę go dobić!!!

Kocham go nawet, jak mi tak kicha.

Choć chcę mu przywalić metalową michą.”

No naprawdę.

I to tyle razy.

… dobrze, że nie sika!!! LOL

Day 1826 of teaching how to be a bear… Sometimes you got to step deep inside of yourself to find that friendly soul!!!

Day 1826 uczenia jak misiem być… Czasem trzeba wejść bardzo głęboko w samego siebie, by odnaleźć oną przyjazną duszę!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.