Market

„Jak co roku

znaczy od lat kilku

się u nas respi

market wielki.

Oczywista w stolicy

bo przecież gdzie indziej

pełno wtedy ludziska

a i smaki przednie.

Są wiecie szyneczki

nawet parmeńskie

są i kiełbasy

of course, że niemieckie.

Są ciastka jakieś

fudge i cukrasy

są rzeźby metalowe

i są ciuchasy.

Ale co najlepsze

to, że z różnych krajów

więc jakby jesteś

na wakacjach w ich żarcia raju…

Są i zapachy

są i ludzi pachy

są też wiecie wszelkie

zabawne drobiazgi.

Ale Miś bidulek

ino se popatrzy

ale tak to jest

jak się słodyczą własną

nie da zapłacić!”

No nie.

I to jest świństwo wam powiem.

Wielkie świństwo!!!

Day 1857 of teaching how to be a bear… Sometimes everything is just not going on!!!

Day 1857 uczenia jak misiem być… Czasem po prostu nic nie wychodzi!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.