Patelnia bicz

„Się jeden z drugim smaży na plaży,

tamten już skwarek,

ten dopiero skwierczy,

a ten się na raczka sparzył.

Każdy z nich patrzy na białego misia,

myśląc, ten będzie bruntany od dzisiaj.

Ale nic z tego moje drogie skwarki,

ja mam ufała, sobie smaruję barki!

Smaruję uszki, łapki i nosek,

brzuszek i pyszczek,

choć koszulki nie podnoszę!

Bo dobrze wiem moje smażeninki,

że w siebie wytapiać nie muszę słoninki.

A i słonko, choć fajnie na wodzie migocze,

to wcale nie jest w nadmiarze dobre,

gdy łaskocze…

warto z plaży dać szybko nura w cień,

on pogłaska, potuli i schłodzi ciemię!”


Nie rozumiem opalania.

Pewno, poleżeć w ciepełku jest fajnie, ale od nadmiaru słonka boli plusz…

i Ptaszydło się zczerwienia i cierpi!

Co prawda ono się nie opala, ale zbiera kamyczki i grzebie jak kura…

tym tam pazurem.

I robi za wodną wronę!

Ja wolę potuptać, pogrzać łapki…

a potem idę w cień!

Chyba wolę słonko zimą!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.