Ja chcę Szyszkę!

W ogóle to chyba nie tylko ja chcę Szyszkę. Tak jakoś wszyscy doszliśmy familine do konsensusu, że chcemy Szyszkę. Znaczy nie będzie się nazywała Szyszka, tylko pewnie jakoś inaczej, ale wiecie… no o pieseczka chodzi!

Niby zawsze chcieliśmy pieseczka, ale ciągle coś było nie teges. Teraz jest niby bardziej teges, no i woda blisko, ogródek na kupy – no ja nie wiem, ale pieseczek to kupę na zewnątrz przecież robi, ja nie robię w ogóle – czyli wszystko jest. I jeszcze ten fragment nowej opowieści cioci Rysi… „Sosnowe dziedzictwo” jakby ktoś nie wiedział… to od razu mi się ten piesek przypomniał. Tylko żeby pluszaków nie jadał, no podzielę się z nim kabanosami!

Dostaliśmy dzisiaj krówki, co prawda nie muczą, ale smakowe i michałki… takie wiecie, no z robakiem 🙂 ciekawe czy pieseczek zjadłby krówkę? Bo Żółtek to od razu się podłączył do konsumpcji!

A Wrona poszła czytać.I pić nader cuchnącą herbtkę, ale to wiecie, takie ptaszydłowe zwyczaje! Się nie czepiam 🙂 idę na krówkę!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.