I znowu liścieje…

„Z tym żółtym bawiłem się w berka,

ten w ciapki, dziwnie na mnie zerka,

tamten jest nadal całkiem zielony,

a temu brązowemu wyrosły ogony?

Czerwony trochę mnie oszołomił,

buraczkowy za zakrętem dogonił,

ten pogryziony mówi, że odbry na mole…

ale to tego małego najbardziej wolę!

Dwa postanowiły zasuszyć się w książce,

garść innych myśli dziwnie o biedronce,

te cztery całkiem bez mojej w tym winy

poleciały z wiatrem… na wiosnę się zobaczymy!”


Mam w tym roku z Ptaszydłem bzika na punkcie liściejów.

Ale takiej jesieni nie mieliśmy chyba fajnej nigdy! (PS. STI znaczy ścieżka, dróżka, błotko i ogólnie nie asfalt)

W domu liścieje są wszędzie, nocą szeleszczą…

… troszku strasznie! (PS. Tu siedzę chwiejnie na Całkiem Niespójnym Mostku, ale o nim potem!)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.