A ja nie biegam…

„A ja nie biegam,

no chyba że do lodówki,

wtedy przebieram łapkami,

jakby mnie żarły mrówki.

A ja ogólnie nie skaczę,

chyba że po ciasteczka,

co na wysokiej półce,

z dala od mego brzuszeczka!

A ja przysiadów nie robię,

chyba że w trawie robaczek,

tłuściutki taki okrutnie,

co smakowy ma kłaczek…

Ogólnie spoglądam na siłownie,

jak na dziw wielce straszny,

bo przecież codzienność mnie gania,

więc po co mi jeszcze ból masy?

Przecież mam pupkę z ogonkiem,

łapki krępe i cudne,

więc dlaczego ma się zmienić

w chude coś i smukle nudne?

Ja nie będę suchą miotłą,

bo zwyczajnie mi w witkach nie do pyszczka,

bo jakoś na mnie cała ogólna nagonka,

jak bańka mydlana… przyszła i prysła.”

Nie do końca to wszystko rozumiem.

Bo kochamy spacery, zmęczyć się, spocić, świata napatrzyć, natury nawdychać… znaczy ja mam być noszony!

Ale coby w murach siedzieć i biegać? Ech nie!!!

Day 258 of teaching how to be a bear… Exercises? What do you mean? A nice jog to the fridge and back?

Dzień 258 uczenia jak misiem być… Ćwiczenia? Znaczy masz na myśli trucht do lodówki?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.