Ludzi moc

„Na Wyspie się zdarza ludzi moc.

Gdy lato nadchodzi robi się pogłos.

Nagle te klapki strasznie klaszczą.

Widzisz ludzi łapy, ble błyskają jasno.

Są i gołe klaty, nie wcale nie na plaży.

Są też i dupy, bo można się kąpać nago.

Ale najgorsze to jest ono ludzi mrowie.

Wiecie, że ich tak wiele, że ich tyle być może.

Bo Miś mieszkał w mieści, takim całkiem dużym.

Ale z niego uciekł, gdy wciąż nie był duży.

Bo miał dość już ludzi, tak serio naprawdę.

No i tych hałasów, spalin, korków, rozwałek…

Ale letni sezon, na jego małej Wyspie,

to wcale nie jest łatwy, wiecie, oczywiście.

Przestawić się ze spokojności, znania wszystkich w skepie.

Braku walki o serek i ryby bez galarety.

Większej uprzejmości, hejowania braku.

Uśmiechów na drodze, ścieżce czy szlaku.

Brak mi tej przytulności, ale to rozumiem…

Bo Wyspa jest piękna, więc inni też chcą poznać jej urok.

Miś to wytrzyma. No jakoś musi. Robi już to od lat…

może się w cierpliwości swej nie skruszy?”

No wiecie…

A potem miejmy nadzieję wróci normalność z wiatrami i samotnością.

Bo samotność jest fajna.

Day 1867 of teaching how to be a bear… Apologize often whatever happens, people seem to like it!!!

Day 1867 uczenia jak misiem być… Cokolwiek się dzieje, przepraszaj… ludzie to chyba lubią!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.